12 maj 2017

Przyjazd do Host Family

Po orientation przyjechałam pociągiem do Host Family. Pamiętam, że wysiadłam z tymi dwoma walizkami, z dokumentami i plecakiem. Przyjechali wszyscy, jednak było tak późno, że chłopiec zasnął w aucie. Do domu przyjechaliśmy koło północy, od razu poszliśmy spać. Był to długi i stresujący dzień. Następnego dnia wstałam razem z poprzednią Au Pair, po to, żeby sprawdzić jak to wszystko wygląda. Dzieci zazwyczaj jeżdżą do szkoły autobusem, więc rano trzeba im zrobić tylko śniadanie i lunch do szkoły. Potem gdzy dzieci wrócą autobusem ze szkoły, dostają snacki i jedziemy na zajęcia dodatkowe. Przychodzi wieczór, rodzice wracają z pracy, jemy kolację i tak mija prawie każdy dzień. Weekendy mam wolne, więc w zeszłym tygodniu pojechałam z ich poprzednią Au Pair do Waszyngtonu. Było naprawdę fajnie, nie sądziłam, że może mi się tam aż tak spodobać.

Jestem u rodzinki troszkę ponad tydzień i póki co wydają się być naprawdę fajni. Zobaczymy jak będzie to wszystko wyglądać później, ale bądźmy dobrej myśli ! :) Następny post pojawi się w ten weekend. Będzie on zbiorem wszystkich rzeczy, które należy załatwić po przylocie do Host Family.
Jeśli macie pytania - piszcie ! :)

Do następnego!

7 maj 2017

Wysiadamy z samolotu i co dalej ?

Zacznijmy od tego, że lot był naprawdę długi (leciałam 9 godzin i 15 minut), z racji tego, że był to mój pierwszy lot, to nie do końca wiedziałam czego się spodziewać.
Żegnanie się z rodzicami do najłatwiejszych nie należało, ale skoro postanowiłam, że lecę, no to lecę. Kilka razy płakałyśmy z dziewczynami, weszłyśmy już do miejsca gdzie sprawdzali walizki, więc to był ostatni raz jak ich widziałam zza szyby. Pan na lotnisku posprawdzał wszystko, poprzekładał to co trzeba było. Udało się - przeszłyśmy! Ciężko było mi z myślą, że widziałam ich na żywo ostatni raz... Poszłyśmy na ostatnią kontrolę wizy i weszłyśmy do rękawa. Chwile później znalazłyśmy się w  zatłoczonym samolocie. Znalazłyśmy swoje miejsca, odłożyłyśmy bagaż podręczny do góry i usiadłyśmy. Wtedy zaczęło docierać do nas, że już nie ma odwrotu, że to się dzieje naprawdę.
Wystartowaliśmy, nie było tak źle. Lot naprawdę się dłużył, posiłki nie były do końca smaczne. Mieliśmy lądować, to było chyba najgorsze z całego lotu, to było takie uczucie jak huśtanie się na huśtawce, gdy z tego najwyższego punktu spadacie, tylko, że to spadanie trwało 40 minut.

Wylądowałyśmy w Nowym Jorku, wychodzimy na lotnisko i znowu sprawdzanie paszportu i wizy. Podczas sprawdzania trzeba było przyłożyć cztery palce z lewej ręki, potem kciuka, czas na prawą rękę, cztery palce i kciuk. Potem trzeba było patrzeć w kamerkę, żeby sprawdzić czy wszystko sie zgadza. Następnie trzeba było znaleźć swój bagaż na taśmie i iść za tłumem ;) Gdy wyszłyśmy to zauważyłyśmy kartkę Au Pair in America, sprawdzili nas na liście i musiałyśmy chwile poczekać. Przyjechał po nas wielki czarny autobus i zawiózł do hotelu Double Tree Hilton w Tarrytown. Tam po raz kolejny prosili o nasze paszporty, żeby dać nam klucze do pokoju, poczęstowali nas wodą i owocami. Poszłyśmy do swoich pokoi, chwile pózniej przynieśli nam nasze duże bagaże i mogłyśmy iść spać ( w hotelu byłyśmy późno wieczorem, nasz samolot wylądował dopiero o 20:15 czasu nowojorskiego).

Następnego dnia miałyśmy pobudkę o 6:30 i śniadanie, a potem Orientation, aż do pory lunch'u. Orientation było bardzo męczące, bo siedziałyśmy cały czas w jednym miejscu, słuchając tego co już powinnyśmy wiedzieć. Lunch był o 12:00, każda z nas była głodna, na szczęście jedzenie było naprawdę wporządku. Potem znów na Orientation, było całkiem zabawnie, ponieważ Sandee, która je prowadziła, starała się nas rozbawiać. Około godziny 16:30 miałyśmy wsiąść do autobusu, żeby jechać na wycieczkę po Nowym Jorku. Była to najszybsza wycieczka jaką kiedykolwiek miałam. Jeśli rodzinka tej wycieczki nie wykupi a mieszkacie całkiem blisko Nowego Jorku to nie warto za to płacić $85. Większość wycieczki była w autobusie. Zatrzymaliśmy się na Top of the rock, żeby wejść na górę, ale mieliśmy na to tylko 25 minut. Potem zatrzymaliśmy sie na Time Square i mogłyśmy tam być 20 minut. To wszystko robi duże wrażenie, ale było zdecydowanie za mało czasu na to wszystko. Ostatni przystanek to był widok na Statułę Wolności i Nowy Jork.
Po tym wszystkim wróciliśmy do hotelu na wieczór, poszłyśmy spać i następnego dnia znów pobudka o 6:30. Zjadłyśmy śniadanie i miałyśmy pierwszą pomoc i ta część akurat była dość ciekawa, bo nie o wszytskim wiedziałam. Tu wyglada to troszkę inaczej niż w Polsce. Potem Lunch o 12:15 i ostatnia część Orientation, a potem wsiadałyśmy do autobusów, żeby jechać na lotniska, albo na pociąg do Host Family.

Całe Orientation było rozszerzeniem tego, co mamy do zrobienia w internecie zanim wylecimy. Było dość ciężkie, bo każda z nas była zmęczona, czasem było zabawnie.

Jeśli macie jakieś pytania to śmiało możecie pisać, napewno odpiszę.

Do następnego!

28 kwi 2017

Prezenty dla Host Family

Pisałam w poprzednim poście, że na prezenty wydałam około 300 złoty.

Szukałam na różnych blogach podpowiedzi co mogłabym kupić, jednak nie byłam do końca pewna co tak naprawdę chcę kupić. Wyszło dość spontanicznie. Jeśli dostanę jeszcze jakąś fajną grę planszową to kupię, jeśli nie to już zostanie tak jak jest ;)

Kupiłam wspólny prezent dla Hostów, dla dziewczynki i chłopca to samo, żeby się nie kłócili oraz coś dla ich teraźniejszej Au Pair, która będzie ze mną w pierwszym tygodniu. Do tej pory bardzo mi pomagała.

Zacznijmy od Hostów:
Kupiłam im:
- książkę "Made in Polska" Krzysztofa Żywczaka w całości po angielsku
- dwie filiżanki z podstawkami z Polskimi wzorami (opakowałam to w folię bąbelkową)
- wódkę Chopin'a
- wódkę Dębową (jest w kształcie mapy Polski a z tyłu są zaznaczone miasta - jest tam tylko 100 ml wódki, dlatego wzięłam drugą)
- Baryłki z Wedla
- ręcznie robione pralinki z Krainy Słodkości

Jeśli chodzi o dzieci:


Każde z nich dostanie:
- walizeczkę z motywem bajek
- koszulki z napisem "I've got Polish Au Pair. What's your superpower?"
- krówki z Millanówka
- trzy rodzaje Lubisi
- cukierki z Krainy słodkości
- żelki z Krainy Słodkości
- lizaka czekoladowego z Krainy Słodkości
- czekotubkę karmelową z Wedla

Dla Au Pair:
- bransoletka z Lilou
- lizak z Krainy Słodkości
- żelki z Krainy słodkości

Każdemu dorzuciłam jeszcze krówki z Millanówka :)
Jedne z lepszych jakie jadłam i wszystkie ciągutki :) (zamówiłam je ze strony: Krówki24 - godne polecenia)

Jeśli dorwę jakąś grę planszową dla dzieci to ją kupię, jeśli nie to prezenty zostają takie jakie są :)

Do następnego!






27 kwi 2017

Koszty

W tym poście podsumuję koszty, które poniosłam przed wyjazdem do USA. Zaczynamy:

Opłata za program - 1390 zł
Ubezpieczenie (ja wzięłam rozszerzone) - 2205 zł
Zaświadczenie o niekaralności - 30 zł
Międzynarodowe prawo jazdy - 30 zł
Wiza (150$) po kursie który miałam wyszło - 656 zł
Zdjęcie do wizy - 20 zł
Droga do Wawy (po wizę; paliwo+bramki) - 450 zł
Walizki - 365 zł
Prezenty dla HF - około 300 zł
Przejściówki - około 200 zł(do telefonu kupiłam oryginalną)
Leki - 500 zł (same antykoncepcyjne na rok - 13 opakowań to koszt 400 zł)
Dolary ja biorę ze sobą $165(żeby też mieć drobne) - około 650 zł

Podsumowując wyszło - 6796 zł

Teraz pozostaje mi tylko jechać na lotnisko i wsiadać do samolotu w poniedziałek. Jeszcze chyba do mnie to nie dociera.

Do następnego !

20 kwi 2017

10 dni do wylotu

Dwa dni temu (18 kwietnia 2017) dostałam maila od agencji o tym, że moje dane do wylotu już są na stronie Au Pair in America po zalogowaniu.


Od razu zalogowałam się na stronę, żeby sprawdzić o której lecę i z kim. Strona prezentowała się następująco:
Żeby się dowiedzieć z kim lecimy należy kliknąć tak jak na obrazku poniżej:
Okazało się, że lecimy LOT'em, więc od razu musiałam sprawdzić jakie walizki mam kupić.
Niestety do wymiaru bagażu podręcznego (w moim wypadku walizki) wliczają się kółka rączki i wszystko co wystaje, więc tak naprawdę gdy walizka stoi na kółkach, to wymiar należy mierzyć od ziemi do najwyższego punktu walizki, co niestety znacznie ogranicza. Jednak może być tam aż 8 kg. Sumując wszystkie wagi to w sumie możemy zabrać 33kg (odejmując ciężar walizek i torby to możemy śmiało brać jakieś 26-27kg).
Mam nadzieję, że jakoś się zmieszczę ze wszystkim.

Do następnego!


9 kwi 2017

21 dni i startujemy do USA

Nie sądziłam, że tak szybko mi to zleci. Najgorszą kwestią jest pakowanie, jak sie spakować, żeby wszystko było dobrze spakowane, zabezpieczone i przede wszystkim, żeby to wszystko doleciało.
Postanowiłam zrobić tu listę aby o niczym nie zapomnieć.

Najważniejsze rzeczy, które przychodzą mi na myśl:

- telefon + ładowarka (ja bez telefonu jak bez ręki, także jest to pierwsza rzecz na mojej liście)
- paszport z DS (bez tego raczej nie da się lecieć ;) )
- kopie wszystkich dokumentów + dane rodziny goszczącej (mogą to sprawdzać, mogą o to pytać, więc lepiej wziąć to ze sobą)
- międzynarodowe prawo jazdy (kopię też biorę ze sobą)
- przejściówki (bez tego to ani rusz, jak wspomniałam wyżej, to potrzebuje choć do teleonu)
- prezenty dla Host Family (gdy będę miała wszystko to wstawie zdjęcia na blogu co kupiłam)
- pieniązdze ( ja biorę ze sobą 160$ tak wrazie bym czegoś nie miała i musiała szybko dokupić)
- kosmetyki pielęgnacja + kolorówka (mam tu na myśli: szampon, odżywkę, żel pod prysznic, balsam, płyn micelarny, żel do twarzy, tonik, krem, szczoteczka i pasta do zębów, szczotka do włosów, patyczki i waciki do demakijażu, jeśli chodzi o kolorówkę to stawiam na podstawę: krem BB, puder, brązer, róż, rozświetlacz, cienie do brwi, cienie do powiek, tusz i może ze trzy szminki wrazie jakiegoś wyjścia)
- ciuchy (m. in. piżamy, spodnie, t-shirt'y, bluzy, swetry, okulary przeciwsłoneczne, ręczniki - wszystkiego w umiarze rzecz jasna;) )
- leki (tabletki przeciwbólowe, antykoncepcyjne, antybiotyk, jakieś na przeziębienie, ewentualnie jakieś witaminy)
- bilet lotniczy (bez niego jak i bez paszportu raczej nie da się lecieć)

Co jeszcze, to nie mam pojęcia... Mam nadzieję, że uda mi się spakować wszystko czego potrzebuje.


Pamiętaj! Do małej walizki, która jest cały czas z nami, trzeba wziąć wszystko czego potrzebujemy na trzy dni na orientation, jeszcze nie wiem jak to zrobić, mam nadzieje, że się uda.

21 mar 2017

Rozmowa z Host Family - jakie pytania im zadawać?

Zadawanie pytań często sprawia wiele trudności. Ja przed każdą rozmową szykowałam sobie na kartce kilka/kilkanaście pytań, które chciałam zadać rodzinie, cała reszta rozmowy "kleiła się" w trakcie ;)

Jak ja to robiłam?
Pierwsza rozmowa na Skypie - pytałam głównie o dzieci:
- What they like to do in their free time?
- What they like to eat? They have any special diet?
- What do they do during summer/vacation?
- Are they learn second language?
- Are they supposed to clean after themselves? (after play)
- Are they allowed to watch TV? How much?
- Are they supposed to help with household duties?
- What they don't like?
- How do I slove problems with children? (verbal warning, not watching TV, not using phone)
- What are they hobbies?
Zawsze też pod koniec swoich pytań zadawałam pytanie:
- Do you have any questions for me?

Druga rozmowa na Skypie - pytałam trochę o nich, o miejsce w którym żyją, o moje obowiązki:
- What would be my responsibilites?
- Do you like travelling?
- What do you like to do in your free time?
- Where do you work?
- Is there any curfew?
- What are your hobbies?
- Do you expect me to have a babysitting? If yes, how often?
- How do you spend weekends? What do you like to do?
- What is the weather in your town over year?
- Are there any sports center?
- What about car? Do you need driver?
- What courses can I do in your area?
- Do you have any questions for me?

W między czasie rozmawiałam też czasem z ich teraźniejszą Au Pair i zadawałam jej pytania aby potwierdzić to o co pytałam wcześniej rodzinkę, np.:
- Do you like working with them?
- What are your duties/responsibilites?
- How your typical day look like?
- Do you like area which you live?
- How do you spend free time with them?
- How many hours per day do you have for your own?
- What time do you finish work?
- What about car? Will I have to pay for fuel/gas?
- May I use car in my free time?
- Will I be using telephone and internet?
- Do children have any behavioral problems?
- What about babysitting? How often? How many hours?

Trzecia rozmowa na Skype(o ile do takiej dochodziło) - pytałam już o wszystko co jeszcze chciałam wiedzieć:
- Will I be using telephone and internet?
- What about paying for fuel/gas?
- May I use car in my free time?
- What about room for Au Pair? Will I have my own bathroom?
- Is it possible to invite my potential friends to your home? I mean to my room?
- What about shopping? Will it belong to my responsibilites?
- Do you have any questions for me?

Nie wiem czy to wszystkie pytania, w mailach zadawałam też pytania o plan dnia, jak to ma wyglądać, co będzie należało do moich obowiązków itd.

Zastępowałam często słowo 'they' czy 'them' na imiona dzieci, wydaje mi się, że jest to wtedy lepiej odbierane.

Mam nadzieję, że komuś to pomoże, sama wiem jak często stresowałam się przed rozmową.

Do następnego!